› Aktualności
10:07 / 26.11.2015

Afera! Martuzalski hejtuje: Kmiotek, prostaczek...

Afera! Martuzalski hejtuje: Kmiotek, prostaczek...

Po wpisie byłego burmistrza Jarocina, a obecnie radnego powiatowego Stanisława Martuzalskiego w sieci zawrzało. Teraz rajca się tłumaczy. Mówi, że to prowokacja i krzyk rozpaczy oraz odpowiedź na falę hejtu w internecie.

Rozpoczęło się od wpisu dotyczącego prezydenta Andrzeja Dudy, który Stanisław Martuzalski zamieścił na swoim profilu we wtorek po godz. 22.20.


Rano Stanisław Martuzalski swój wpis edytował. Zapomniał jednak, że Facebook pozwala prześledzić historię zmian. Oryginalny komentarz brzmiał następująco:

 

Spytaliśmy Stanisława Martuzalskiego, o co chodzi z jego wpisami.

 

Co słychać? Jak się pan czuje?

Dobrze, dziękuję za troskę.

A noc? Łatwa była?

A widzi pan! Prowokacja się udała. Jak Martuzalski pisze teksty, w których się oburza na hejtowanie, obrażanie ludzi, to jakoś nikt na to nie zwraca uwagi.

Dlatego sam postanowił pan zostać hejterem?

Nie. Sprowokować do myślenia i żeby zaprotestować przeciwko temu, co się dzieje na portalach społecznościowych, m.in. u was też, na portalu. U was jeszcze całkowicie jest anonimowość i każdy może sobie używać do woli na każdym. Ja przez wiele miesięcy w sposób kulturalny próbowałem z tym walczyć…

Aż powiedział pan: „Koniec tego, od teraz będę hejterem”.

Nie hejterem, ja nie będę nigdy hejterem, tylko specjalnie użyłem takiego zwrotu, bo wiedziałem, że efekt będzie taki, o jaki zabiegałem przez miesiące, kiedy w normalny sposób próbowałem również do was zwrócić się o walkę z tym, co się dzieje na portalach. Nie udało się. Okazało się, że jak użyłem wybiegu, to się odezwała i „Gazeta”, i inne osoby, co się dzieje, że Martuzalski, który nie używa takiego słownictwa, w ten sposób uderzył. (…)

Nie uważa pan, że jednak jest różnica, kiedy anonimowa osoba pisze takie komentarze a kiedy takich słów używa radny i były burmistrz?

A co mi pozostaje? Jeżeli mówię o tym głośno na Facebooku, na spotkaniach i nie ma żadnego odzewu, to co pozostaje?

I pozostaje używanie takich słów jak „kmiotek”, „prostaczek”, „plebs”?

Nie, nie. Trzeba użyć podstępu, pretekstu, żeby chociaż na chwilę m.in. pan przystanął i się zastanowił, czy ten Stanisław Martuzalski nie ma racji. To jest taki krzyk rozpaczy, bo to jest poza moim sposobem komunikowania się z kimkolwiek. (…) Była to chwila emocji, kiedy wróciłem z pracy, a tu znowu się pojawiają tego typu delikatnie mówiąc określenia osób…

Ale ja tu czytam i nie widzę jakichś nieeleganckich określeń innych osób, tylko pana.

Bredzisław (o Bronisławie Komorowskim – przyp. red.) i tego typu. (…) Wczoraj po prostu gdzieś, coś pękło. Doszedłem do wniosku, że nie można dłużej milczeć. (…)

A co oznacza pytanie: „Czyżby pana również uwierał szew na j…”?

Ale to nie jest mój chyba wpis.

Pana. To pan napisał.

Ale co napisałem?

Spytał pan jednego z internautów, czy uwiera go „szew na j…”. Co to jest „szew na j…”?

Bo mój komentarz był do zdjęcia pana prezydenta Andrzeja Dudy w samolocie, kiedy z troską i to był bardziej żart i chyba nic zdrożnego, kiedy wszyscy lekarze przestrzegają, żeby nie nosić zbyt ciasnych spodni. I napisałem, że dla dobra Rzeczypospolitej dobrze by było, żeby pan prezydent w przyszłości nosił bardziej obszerne, luźne spodnie.

Żeby mógł się rozmnażać dla dobra ojczyzny?

Nie. To pan powiedział.

Powiedział pan, że chodzi o względy medyczne.

I estetyczne.

 

Rozmawiał Karol Górski

 

O wpisach byłego burmistrza poinformowali nas internauci za pośrednictwem zakładki "Daj znać".

 

11
8
oceń tekst 19 głosów 58%